środa, 11 lutego 2015

One Ok Rock- Cry out


  One Ok Rock to kolejna j-rockowa grupa o której zresztą (o ile pamięć mnie nie myli) mówiłam dosyć dawno, tyle że była to pierwsza styczność z tym zespołem w utworze ,,Re-make''. Mam świadomość tego, że takie gatunki jak j-rock czy k-pop nie są tak popularne w Polsce jak zwykły pop, ale myślę że fanów przybywa a ja (choć jestem nadal początkującą, jeżeli chodzi o te style muzyczne) wolę wam pokazać jakieś alternatywne wyjście. Po co zatrzymywać się na samym popie? Jeżeli nie jesteś przekonany do azjatyckiej muzyki, mam nadzieję że ,,Cry out'' zmieni nieco twoje nastawienie. Tak więc One Ok Rock i moja opinia.
   Tradycyjnie krótka porcja informacji na początek.
  One Ok Rock jest to kolejna grupa, reprezentująca znany niektórym (a może większości osób) j-rock, pochodząca z Japonii a dokładnie- Osaki. Została założona w 2005 roku przez trójkę szkolnych kolegów: Toru (gitara elektryczna, wokal), Ryota (gitara basowa) i Alexa (gitara elektryczna). Na początku to Toru miał być głównym wokalistą, ale po namyśle stwierdził że nie jest wystarczająco dobry do tego zadania i wraz z kolegami zaczął szukać kogoś na to miejsce. Po (zapewne) dosyć żmudnych próbach odnalezienia wokalisty w końcu trafili na Taka, który akurat przygotowywał się do swojego pierwszego występu wraz ze swoją ówczesną kapelą. Zbiegiem okoliczności okazało się, że zaprosił wszystkich swoich znajomych (a oni z kolei swoich znajomych) na występ, aby była jak największa publiczność- tak ówcześni członkowie One Ok Rock po raz pierwszy usłyszeli jego wokal i byli nim zachwyceni.  Choć na początku Taka nie był przekonany do Toru i jego pomysłu, po pewnym czasie odszedł z zespołu NEWS i oficjalnie został członkiem One Ok Rock. 
  Zespół jednak przez dosyć długi czas grał bez perkusisty. Dopiero w 2007 roku poznali Tomoyę, który na początku grał jako support member, ale po odniesieniu sukcesu został oficjalnie włączony do zespołu i do dziś wraz z nim występuje. Jedyny kto odszedł to Alex, który opuścił zespół w 2008 roku po tym jak został oskarżony o molestowanie. Jako ciekawostkę mogę dodać iż Takahito (Taka to jest tylko skrót) wcześniej nazywał się Moriuchi po ojcu Shinichi Mori (który także jest dosyć znanym wokalistą, ale poezji śpiewanej), jednak po tym jak jego rodzice się rozwiedli, zmienił nazwisko na Morita.
  Ale może koniec tych suchych faktów a czas przejść do rzeczy.
  Moje pierwsze wrażenie? Bardzo dobre. Pierwsze co mi się spodobało to oczywiście intro gitarowe, które ubóstwiam- delikatnie brzmienia gitary to jest coś akurat dla mnie a tutaj to idealnie wprowadza w atmosferę całego kawałka. Tomoya ma świetne wyczucie, po prostu uwielbiam perkusję w tym numerze i w zasadzie (według mnie) zdominowała z Takahito cały utwór. Ogółem całość nie jest monotonna, choć na początku bardzo się tego obawiałam, ale podzielona na momenty, gdy nabiera tempa i kiedy nieco zwalnia. Muszę jednak przyznać, że nie mogłam pozbyć się wrażenia, że refren jest trochę (może nawet bardzo) podobny do ,,Knives and pens'' Black Veil Brides, zwłaszcza przez scream. Różnica jest taka, że w kawałku BVB niemal cała piosenka była na tym oparta a tutaj to stanowi tylko pewien dodatek. Mimo to w jakiś sposób to się nieco nakłada i podczas słuchania za nic nie mogę pozbyć się tego uczucia, że już to gdzieś słyszałam, co niestety jest dużym minusem. Mimo to widzę tutaj duże postępy od czasu piosenki ,,Re-make'' i nie można zaprzeczyć, że chłopaki się naprawdę starają.
  Jednak jedna rzecz mi bardzo przeszkadza. Przepraszam, ale o co znowu chodzi z tym teledyskiem?! Przez co najmniej kilka minut wpatrywałam się tępo w monitor mojego komputera i próbowałam zrozumieć o co reżyserom chodziło. Teledysk oczami Blue: jest deszcz, zespół w tle a na bocznym planie Takahito, który stoi z mikrofonem niczym narrator na scenie i opowiada historię bohaterów tego videoclipu- prawdopodobnie członków jakiegoś gangu, bo kto normalny chodzi z pistoletem? Oczywiście, żeby dodać smaczku na pierwszy plan dano parę na której tak naprawdę skupia się cała akcja. Wszystko idzie wspaniale, aż tu nagle wchodzą dwaj ,,bandyci'', którzy atakują... znajomych po fachu? Nie wiem nawet jak to określić. Najpierw ginie chłopak i w tło są wplątane retrospekcje... nie będę wszystkiego opowiadać, ale szczerze to widzę tutaj brak pomysłu lub zwykłe lenistwo. Miałam nadzieję, że do takiego numeru wymyślą coś lepszego;  czymś zaskoczą, ale znowu widzę utarty schemat, aż człowieka głowa boli.  Po prostu zostawię to bez (jeszcze bardziej) rozbudowanego komentarza, bo wypowiadałam się na ten temat tyle razy, że chyba już nie muszę powtarzać mojej tyrady. Jeszcze gdyby to było to przedstawione w inny sposób to jeszcze bym to zniosła, ale tyle razy to widziałam, że zaczynam powoli unikać oglądania teledysków jak ognia. Czasami czuję się w takich momentach, jakbym oglądała ten sam obraz, ale w zmienionej ramce i otoczeniu.
  Co do wokalu to tutaj raczej nie mam większych zastrzeżeń. Bardzo lubię głos Takahito- mocny, ale przyjemny dla ucha, coś dla mnie. Moim zdaniem on ma smykałkę do śpiewu, ale czasami... mam wrażenie, że nie pokazuje w pełni swojego potencjału. Niestety tutaj zauważyłam też to, że nic się nie zmieniło od utworu ,,Re-make''- nie pogorszyło ani nie polepszyło. Spodziewałam się, że w ,,Cry out'' będzie o wiele lepiej, ale nie zauważyłam żadnej znaczącej zmiany. Z jednej strony jeżeli chodzi o wokal nie jestem zawiedziona, ale też nie bardzo zadowolona. Jest... przeciętnie. To chyba odpowiednie słowo.
  Niestety tekstem także nie zasłynęli w moich oczach. Wystarczyło mi przeczytanie z dwa razy fragmentu, aby zrozumieć o czym jest i jak pewnie wiele z was zgaduje o niczym innym jak (o zgrozo) o miłości, choć niespełnionej.
  
,,Wszystko we mnie jest przeciwne
A ty wyglądasz jakbyś trzymała ogromną słabość(ból) która
sprawia, że milczę
Mimo to, twoja upartość sprawia, że nadal tego nie pokazujesz
i udajesz, że nic się nie dzieje''

  Serdecznie mam dość tego typu tekstów. Po pierwszym przesłuchaniu miałam naprawdę wielką nadzieję, że także tutaj coś się zmieniło, cokolwiek. Jednak tylko sprawdziło się stwierdzenie, że nadzieja jest matką głupich i tu jestem dosyć mocno zawiedziona. Poza tym, że skrzywdzoną osobą jest tutaj nie dziewczyna a chłopak, który cierpi przez fałszywą dumę swojej wybranki to widzę tutaj ciągle ten sam temat. Ja rozumiem, że miłość to piękne uczucie, opiewane nie tylko w muzyce, ale też wszelkiego rodzaju sztuce. Jednak czy tylko ja zauważyłam, że właśnie po ten temat sięgają twórcy, kiedy nie mają innego pomysłu? Na palcach jednej ręki mogłabym wyliczyć kawałki, gdzie treść utworu miała jakikolwiek inny sens niż miłość czy imprezy. Mam świadomość tego, że One Ok Rock jest to stosunkowo rozwijający się zespół, ale zawsze pozostaje ten cień nadziei, że może czymś się wykażą, ale cóż... rzeczywistość mówi raczej co innego.
  Czas więc na krótkie podsumowanie. Ogółem jest lepiej od czasu ich ostatniego kawałka, ale jednak nadal moim zdaniem nie jest jakoś bardzo dobrze. Muzyka wpada w ucho, jednak boję się co do tego czy to aby długo się utrzyma na rynku. Jak na razie piosenka ani trochę mi się nie znudziła, ale każdy wie, że po wielkim szoku i (można rzec) euforii przychodzi czas, kiedy człowiek oczyszcza się z emocji i spogląda na daną rzecz z innej perspektywy. Myślę, że utwór ten mógłby się spodobać tym, którzy są nieprzekonani do j-rocka, ale czy zostanie przy nich na dłużej? Tego niestety jak na razie nie mogę jednoznacznie stwierdzić, dlatego daję ocenę 6/10.


A jeżeli jednak zespół wam się spodobał, zapraszam do wysłuchania innych piosenek.

,,Re-make''


  ,,Mighty Long Fall''


,, Clock Strikes''


,,The Beginning''



I to na tyle. Dziękuję wam za cierpliwość (mam nadzieję, że ktokolwiek tutaj został) i do następnej notki!

  
  

1 komentarz:

  1. fajny blog.:) zapraszam na mojego !
    http://byclepszawersjasiebie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Coś ci się podoba=napisz
Coś ci się nie podoba, nie zgadasz się z moim zdaniem=napisz
Dyskusja mile widziana. Nie bawię się w obs za obs i kom za kom. Komentarze zupełnie bez sensu będą usuwane!
Anonimy także mogą komentować.

Sleeping with Sirens- Fly (wersja Nightcore i oryginał)

      Aby wynagrodzić wam tą długą nieobecność (przynajmniej w części) postanowiłam w tej notce przedstawić wam... hm, jedną pios...